Pisanie pracy dyplomowej – pomoc w pisaniu
Pisząc pracę dyplomową lub w późniejszym terminie – pracę na stopień naukowy – pracownik naukowy lub student w różnym stopniu angażuje się w działalność naukową. Nie każda praca powstająca w ramach uczelni wyższych jest automatycznie pracą naukową w ścisłym rozumieniu tego słowa. Nie oczekuje się powszechnie od prac licencjackich lub magisterskich, by były pracami ściśle naukowymi. Ich autorzy muszą jednak stosować się do pewnych reguł przyjmowanych w tego typu pracach. Reguły te bywają rozmaicie pojmowane, toteż ważne jest zrozumienie istoty poznania naukowego oraz pewnych podstawowych kwestii spornych, jakie dotyczą samej nauki. A jest to zagadnienie społeczne
Nauka jest bowiem terminem nie tylko niejednoznacznym, lecz także w pewnym sensie spornym. Niejednoznaczne jest rozumienie terminu, a sporna pozostaje demarkacja nauki od nie-nauki lub „pseudonauki”. Próba jednoznacznego zdefiniowania tego, co jest nauką, a co nią nie jest, budzi uzasadnione kontrowersje. Pewnego uproszczonego pojęcia o tym, co kryje się za terminem „nauka”, mogą dostarczyć poniższe wyjaśnienia.
Dlaczego warto coś wiedzieć o nauce?
Naukę definiuje się na różne sposoby, zależnie od tego, jaki aspekt tego pojęcia bierzemy pod uwagę oraz jakie mamy poglądy na istotę wiedzy naukowej. Najczęściej naukę ujmuje się poprzez jej wymiar dydaktyczny (proces nauczania i uczenia się), funkcjonalny (działalność badawcza), kulturowy (wytwory działalności badawczej, czyli systemy wiedzy) i instytucjonalny (ład organizacyjny nauki). Naukę wyróżnia metoda naukowa i specyficzny język danej dyscypliny.
Popularna w starszych opracowaniach definicja nauki jako społecznej działalności ludzi, zmierzającej do obiektywnego poznania rzeczywistości nie może być przyjmowana bezkrytycznie. Jest ona bowiem naznaczona przez wynikające z czasów rewolucji naukowej oraz Oświecenia przekonanie o szczególnej misji nauki jako wyrazicielki „obiektywnej” wiedzy o świecie. Nauce nadano w czasach nowożytnych, a szczególnie w epoce Oświecenia, rolę absolutnego rzecznika prawdy. Było to podyktowane próbą walki z „ciemnotą”, kojarzoną z reguły ze Średniowieczem lub pozostałościami Średniowiecza.

Nauka jako forma wiedzy
Co zatem decyduje o tym, że dany obszar ludzkiej wiedzy nazywamy nauką? Zapewne wymienilibyśmy wszyscy umowę (konwencję) społeczną, tradycję, czynniki instytucjonalne lub wręcz polityczne. Odgrywają one na pewno istotną rolę w procesie demarkacji nauki od pozostałych typów ludzkiej wiedzy. Nie są one jednak czynnikami determinującymi, przynajmniej w szerokim zakresie. O tym, co jest nauką, nie decydują bowiem w pierwszym kolejności czynniki pozamerytoryczne, lecz istota samej wiedzy i możliwość jej jednoznacznego przekazywania.
O wiedzy naukowej możemy mówić wtedy, gdy została ona pozyskana dzięki określonej, ale – jak wzmiankowano powyżej – historycznie zmiennej metodzie naukowej oraz jest komunikowana za pomocą języka danej dyscypliny naukowej. W skrócie więc możemy stwierdzić, że o nauce przesądzają metoda i język.
Czy nauka zajmuje się faktami?
Potoczne wyobrażenie o nauce, często powielane także w bardzo uproszczonych opracowaniach wprowadzających do metodologii, głosi, że nauka zajmuje się odkrywaniem faktów. Intuicja stojąca za takim przeświadczeniem jest uzasadniona, lecz częściowo i z pewnymi zastrzeżeniami. Fakty stanowią jedynie część wiedzy naukowej, a ich status w nauce nie jest wcale jednoznaczny. Fakty definiuje się na ogół jako wynik obserwacji lub eksperymentu, co oznacza, że badacz może w sposób bierny obserwować zjawiska lub czynnie ingerować w przebieg procesu obserwacyjnego.
Praca dyplomowa: maraton, nie sprint. Czyli dlaczego twoja kanapa i Netflix to twoi najwięksi wrogowie
Wyobraź sobie, że stoisz na starcie maratonu. Masz na sobie najlepsze buty, sportowy strój, a w głowie plan, by dobiec do mety. Ale zaraz za linią startu, po prawej stronie, stoi niewiarygodnie wygodna kanapa, a na niej wielki ekran z nieograniczonym dostępem do wszystkich seriali świata. Co robisz?
Większość z nas, przynajmniej na chwilę, wybrałaby kanapę. „Tylko jeden odcinek”, „tylko pięć minut odpoczynku”, „zacznę jutro, dziś jestem zmęczony”. I to jest właśnie największa pułapka pisania pracy dyplomowej. To nie jest sprint na 100 metrów, który można przebiec na jednym wdechu w ostatnią noc przed terminem. To maraton, który wymaga strategii, regularności i, co najważniejsze, pokonania swojego wewnętrznego lenia.
Pomoc w pisaniu pracy dyplomowej bardzo często nie jest potrzebna na poziomie merytorycznym. Większość studentów ma wiedzę, ma dostęp do źródeł i ma promotora. To, czego im brakuje, to umiejętność zarządzania sobą w czasie. Brakuje im trenera, który nie pozwoli im usiąść na tej zdradzieckiej kanapie.
Anatomia prokrastynacji, czyli dlaczego „zacznę jutro” to najgroźniejsze kłamstwo świata
Prokrastynacja nie bierze się z lenistwa. Bierze się ze strachu.
-
Strach przed porażką: „A co, jeśli moja praca będzie beznadziejna? Lepiej w ogóle nie zaczynać, niż zacząć i się skompromitować”.
-
Strach przed ogromem zadania: Praca dyplomowa jawi się jako gigantyczna, monolityczna góra, na którą nie da się wejść. Samo myślenie o niej paraliżuje.
-
Perfekcjonizm: „Muszę napisać idealne zdanie. Skoro nie potrafię, to nie napiszę żadnego”. To prowadzi do godzin spędzonych na wpatrywaniu się w pustą stronę.
Pomoc w pisaniu to w dużej mierze pomoc w przełamaniu tych barier psychologicznych. To pokazanie, że góra jest do zdobycia, ale trzeba ją podzielić na małe, możliwe do pokonania pagórki.
Twój plan treningowy do maratonu dyplomowego
-
Rozbij Goliata na dziesiątki Dawidów.
Nigdy nie wpisuj do swojego kalendarza zadania: „Pisać pracę dyplomową”. To wyrok śmierci dla twojej motywacji. Zamiast tego, rozbij proces na absurdalnie małe, konkretne zadania:-
„Znaleźć 5 artykułów na temat X”.
-
„Przeczytać i zrobić notatki z jednego artykułu”.
-
„Napisać 200 słów wstępu do rozdziału II”.
-
„Sformatować przypisy na stronach 10-15”.
Każde z tych zadań jest wykonalne w ciągu godziny lub dwóch. Odhaczanie ich z listy daje potężny zastrzyk dopaminy i poczucie postępu, które napędza cię do dalszej pracy. Prawdziwa pomoc często polega na tym, że ktoś z zewnątrz pomaga ci stworzyć taką listę zadań i pilnuje jej realizacji.
-
-
Technika Pomodoro – twój najlepszy przyjaciel.
Ustawiasz minutnik na 25 minut. Przez ten czas pracujesz bez żadnych rozpraszaczy. Wyłączasz telefon, zamykasz wszystkie niepotrzebne karty w przeglądarce. Skupiasz się tylko na jednym, małym zadaniu. Po 25 minutach robisz 5 minut przerwy. Wstajesz, rozciągasz się, patrzysz przez okno. Po czterech takich cyklach robisz dłuższą przerwę. Ta technika oswaja mózg z pracą i sprawia, że zadanie przestaje być przerażające. To tylko 25 minut. Każdy da radę. -
Stwórz swoją „brzydką pierwszą wersję” (Ugly First Draft).
Największym wrogiem pisania jest chęć edytowania w trakcie. Wyłącz swojego wewnętrznego krytyka. Twoim jedynym celem jest przelanie myśli na papier. Niech to będzie chaotyczne, pełne błędów, z powtórzeniami i niegramatycznymi zdaniami. Nieważne. Chodzi o to, by mieć materiał, z którym można pracować. Zawsze łatwiej jest redagować i poprawiać istniejący tekst, niż tworzyć coś od zera. Daj sobie pozwolenie na pisanie „źle”. Pomoc w tym aspekcie to zapewnienie: „Tak, to jest normalne. Wszyscy tak mają. Po prostu pisz, a potem to razem poprawimy”. -
Znajdź swojego partnera do biegu.
Maratony często biega się w grupie. Znajdź kogoś (kolegę z roku, przyjaciela), kto też pisze pracę. Umawiajcie się na wspólne sesje pisania (nawet online), sprawdzajcie swoje postępy, motywujcie się nawzajem. Świadomość, że nie jesteś w tym sam, ma ogromną moc. Czasem rolę takiego partnera może pełnić zewnętrzny konsultant lub tutor, który regularnie pyta: „Jak idzie? Gdzie jesteś? W czym mogę ci pomóc?”.
Pisanie pracy dyplomowej to w 20% wiedza merytoryczna, a w 80% psychologia, dyscyplina i dobra organizacja. Pomoc, której najczęściej potrzebujesz, to nie pomoc w pisaniu, ale pomoc w zorganizowaniu samego siebie. To pomoc w stworzeniu systemu, który pozwoli ci regularnie, krok po kroku, zbliżać się do mety, omijając szerokim łukiem zdradziecką kanapę pokus. Bo satysfakcja z przekroczenia tej mety jest nieporównywalnie większa niż przyjemność z obejrzenia kolejnego sezonu ulubionego serialu.