Bez kategorii

Prompt engineer to za mało. Potrzebujemy projektantów protokołów dla agentów

Kiedy pierwszy raz zestawiłem trzy agentowe narzędzia, każde z innym „charakterem”, żeby przejrzały polskie raporty o dezinformacji, poczułem się jak moderator dość kłótliwej debaty. Jeden agent upierał się, że mem z Facebooka to dowód wpływu obcego państwa. Drugi chciał przeczytać cały Internet. Trzeci, jak typowy prymus, produkował grzeczne, lecz puste akapity. I wtedy do mnie dotarło: tu nie wystarczy sprytny prompt. Tu trzeba kogoś, kto zaprojektuje porządny protokół pracy tych maszynek, krok po kroku, z bramkami kontrolnymi, metrykami jakości i wyraźną ścieżką decyzji. Kogoś, kogo nazwałbym projektantem protokołów dla agentów.

Dlaczego sam prompt nie wystarcza

Prompt jest jak hasło rzucone na salę: uruchamia akcję, ale nie zarządza procesem. Agent potrafi pisać, czytać PDF-y, robić dygresje, a nawet dzwonić po API, lecz bez sensownego szkieletu pracy szybko gubi proporcje. Zdarza się, że odpowiada pewnym tonem w sprawie, której nie sprawdził w źródłach. Albo przeskakuje po wątkach i traci kontekst. Z mojej perspektywy największy kłopot zaczyna się tam, gdzie kończy się jednorazowa wymiana i zaczyna prawdziwe zadanie wieloetapowe: pozyskanie danych, selekcja, weryfikacja, ułożenie wniosku, obrona tego wniosku przed krytycznymi pytaniami.

Projektant protokołów myśli o ciągu zdarzeń. Zadaje proste, ale twarde pytania: jaki jest cel na tym etapie, co uznajemy za minimum jakości, kiedy zatrzymujemy pętlę, jak mierzymy postęp. Brzmi nudno, lecz to właśnie te detale decydują, czy agent zachowuje się jak asystent z jajem, czy jak papuga.

Co to w ogóle jest protokół dla agentów

Dla mnie to spisany plan pracy systemu wielomodelowego, który obejmuje: role, obowiązki i granice każdego komponentu, kolejność kroków, warunki przejścia, punkty kontroli, metryki i logi do audytu. Zero magii. Dużo rzemiosła.

Przykład. Chcę, by agent przygotował przegląd polskich programów wsparcia AI dla małych firm. Protokół nie brzmi „znajdź i opisz”. Protokół brzmi mniej więcej tak:

  1. Ustal listę źródeł pierwszego wyboru: gov.pl, PARP, NCBR, strony samorządów wojewódzkich. Zapisz, skąd pochodzi każdy dokument.
  2. Zrób ekstrakcję dat i warunków naboru. Jeśli brak daty, agent ma obowiązek zaznaczyć to jawnie.
  3. Uruchom prosty test wiarygodności: czy dokument ma numer, podpis, PDF nie jest skanem o nieczytelnym OCR.
  4. Zbierz sprzeczności. Jeśli dwa źródła mówią co innego, agent nie „zgaduje”, tylko tworzy wątek do wyjaśnienia.
  5. Poproś sędziego-oceniacza o trzy próby podważenia wniosku. Agent nie oddaje tekstu, dopóki nie odpowie na te próby.

Protokół to także rytuały higieny: wersjonowanie, kontrola zmian, spójne nazwy plików, jasne statusy zadań. Bez tego po tygodniu nikt nie wie, co się właściwie wydarzyło.

Nowe kompetencje: nie tylko technologia

Kto nadaje się na projektanta protokołów dla agentów? Zaskakująco często nie jest to najmocniejszy programista w pokoju. To osoba, która ma nos do metodyki. Rozumie testy A/B, potrafi ułożyć zestaw danych kontrolnych i wie, czym różni się sprytny prompt od rzetelnej procedury. Przydaje się znajomość statystyki na poziomie pracy z błędem i czułością. Przydaje się nawyk pisania krótkich, jednoznacznych specyfikacji. I, co ważne w polskich realiach, wyczucie prawa i etyki: RODO, prawa autorskie, jawność źródeł.

Dochodzi miękka część rzemiosła. Projektant umie się kłócić z własnym systemem. Ustawić mu poprzeczkę, zadać niewygodne pytania, nie zadowolić się ładnym brzmieniem. Wbrew modzie na zachwyty, czasem mówi: stop, to jest zmyślenie. Albo: tu potrzebujemy człowieka z domenową wiedzą, nie ma co udawać.

Studium przypadku: agent do mapowania sporów wokół terapii w Polsce

Załóżmy, że chcę zbudować agentowy pipeline do przeglądu sporów wokół standardów psychoterapii w Polsce. Z pozoru prosta sprawa. W praktyce pole minowe.

Plan protokołu:

  1. Zakres i definicje. Agent ma pracować na trzech kategoriach materiałów: stanowiska towarzystw, projekty ustaw, artykuły prasowe. Wykluczamy autopromocję gabinetów oraz komentarze z mediów społecznościowych bez źródeł.
  2. Pozyskanie. Najpierw oficjalne repozytoria: sejm.gov.pl, mz.gov.pl, Naczelna Izba Lekarska. Dopiero później duże redakcje. Logi muszą przechowywać link, datę pobrania, nagłówek, krótki opis.
  3. Ekstrakcja twierdzeń. Agent ma wyłuskać tezy w stylu: „psychoterapeutą została osoba po kursie X”, „projekt Y usuwa wymóg superwizji”. Każde twierdzenie opisane prostym językiem, z przypisem do źródła.
  4. Ocena sporu. Sędzia-oceniacz zadaje trzy pytania: co jest faktem, co opinią, co prognozą. W razie wątpliwości agent dopisuje kartę „do sprawdzenia ręcznie”.
  5. Raport. Zamiast gładkiej narracji robimy tabelę z trzema kolumnami: teza, źródło, status pewności. Dopiero na końcu powstaje komentarz.

Gdzie są pułapki? Po pierwsze, agent ma skłonność do łączenia podobnych punktów w jedną „uśrednioną” tezę. Nie pozwalam. Po drugie, tytuły prasowe kuszą do skrótów. Zabrania się cytować tytuł bez zajrzenia do treści. Po trzecie, PDF-y ze starych serwisów bywają nieczytelne. Jeżeli OCR pluje śmieciami, agent zgłasza błąd zamiast udawać, że wszystko gra.

W efekcie dostaję materiał, który mogę pokazać prawniczce i lekarzowi. Nie ma fajerwerków. Jest przejrzystość i ślad każdego kroku.

Co z tego wynika dla firm i instytucji

Jeśli prowadzisz redakcję, zespół R&D, kancelarię albo urząd, rola projektanta protokołów nie jest fanaberią. To inwestycja w powtarzalność i wytłumaczalność. Dziś wiele zespołów uczy agentów stylu i tonu, a zaniedbuje to, co najważniejsze: sposób pracy. Ktoś musi dostać mandat do projektowania kroków, doboru narzędzi i reguł oceny. Ktoś, kto nie gubi się w szczegółach i nie daje się zwieść ładnie brzmiącym odpowiedziom.

Marzy mi się, żeby w opisach stanowisk pojawiły się konkretne oczekiwania: doświadczenie w projektowaniu procedur, praca z danymi kontrolnymi, umiejętność budowy kryteriów jakości, obycie z audytem. Mniejszy nacisk na „tworzenie kreatywnych promptów”, większy na rzetelność procesu.

Refleksja na koniec

Przez lata uczyli nas, że technologia to szybki skrót. W praktyce to rzemiosło. Agenty są jak zdolni, ale rozkojarzeni stażyści: bez jasnego protokołu robią wrażenie, a po tygodniu zostawiają chaos. Zastanawiam się, czy nie stoimy właśnie przed cichą zmianą roli w zespołach. Najbardziej wpływowe osoby nie będą te, które „czują” model, lecz te, które potrafią ułożyć robotę tak, by każdy etap dało się sprawdzić, powtórzyć i obronić.

To nie jest pochwała biurokracji. To zaproszenie do poważnego traktowania narzędzi, które kształtują nasz obraz świata. A jeśli brzmi to zbyt sucho, przypomnę swoje starcie z trzema agentami na początku. Od tamtej pory działają dobrze, ale tylko dlatego, że dostały jasny plan, kiedy milczeć, kiedy pytać, a kiedy przyznać, że czegoś nie wiedzą.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *